Czy prawnik w dobie AI będzie tylko stawiał pieczątkę?
Michał Nowakowski · 26 sierpnia 2026
Czy prawnicy i doradcy są jeszcze autorytetami dla klientów? A może stają się wyłącznie "konfirmatorami" czy po prostu potwierdzającymi "przypuszczenia"?
Czy prawnicy i doradcy są jeszcze autorytetami dla klientów? A może stają się wyłącznie "konfirmatorami" czy po prostu potwierdzającymi "przypuszczenia"?
Dzisiaj w SprawdzamTo Telewizja Polska ukazał się świetny felieton autorstwa Marcina Tyc dotyczący "konfidentów" AI, a więc sytuacji, w której nasze konwersacje z asystentami AI stają się na tyle niebezpieczne, że alarmują dostawców i skłaniają, np. do złożenia zawiadomienia na Policję czy do Prokuratury.
To takie zderzenie - mocno teoretyczne ze względu na terytorialność przepisów - tego jak mogłoby to wyglądać w naszym porządku krajowym, ale też okazja do dyskusji o naszej prywatności i jej granicach. Polecam przeczytać całość z komentarzem Dariusz Zdrzalik.
Ale ja nie o tym... choć felieton stał się dla mnie pewną inspiracją. A o czym?
Zaczynam powoli przekonywać się o tym, że prawnicy nie dostrzegają (lub wypierają) zmiany jaka zachodzi w ich postrzeganiu przez klientów. Przed dekady, jeżeli nie setki lat, zawód prawnika kojarzył się z ogromnym autorytetem i zazwyczaj jego zdanie oznaczało świętość. Ci co się nie dostosowywali nierzadko ponosili tego konsekwencje. Prawnik był postrzegany jako ktoś do granic zaufany i "wyjątkowy" (?).
Wejście do powszechnego użytku modeli językowych zdaje się zmieniać ten stan rzeczy. Owszem, nadal dla wielu klientów prawnik pozostaje ostatnią deską ratunku i wyraźnym autorytetem, ale w obszarze B2B chyba coś zaczyna się kruszyć. Co takiego?
Dzisiaj klienci dostają dostęp do ogromnej wiedzy, z której lepiej lub gorzej zaczynają korzystać. Ta wiedza wcześniej była zarezerwowana właśnie dla prawników i co bardziej zdeterminowanych i cierpliwych, którzy chcieli zagłębiać się w gąszczu przepisów i nawet samodzielnie pisać dokumenty czy pisma procesowe. Powoduje to, że rola prawnika może ulegać pewnej erozji (nie boję się użyć tego słowa).
Ta erozja oznacza, że od kogoś kto pomagał od A do Z prawnik przechodzi w model "konfirmatora" - potwierdzającego, że to co wymyślił jego klient jest poprawne, ewentualnie wprowadzi poprawki. Staje się kimś którego autorytet nie sprowadza się do "prowadzenia za rękę", ale "stemplującego" i gwarantującego (OC nie bez znaczenia), że to jest ok.
Oczywiście nie jest to każdy przypadek. Pracują z klientami z "dużych" branż widać jednak nadal potrzebę korzystania z doświadczenia i rozumienia kontekstu oraz niuansów niedostrzegalnych dla "maszyny". Tam gdzie jest wysokie ryzyko odzwierciedlające się w kosztach reputacyjnych i finansowych nie można pozwolić sobie na lekkomyślność i pozostawienie wszystkiego - nomen omen - przypadkowi i losowości.
Ale biznes B2B to nie tylko sektory regulowane i ogromne przedsiębiorstwa. To także mniejsi przedsiębiorcy, którzy tkną koszty niemiłosiernie. Jeżeli mogą dostać dobrą, nie doskonałą i superdopasowaną, poradę za ułamek kosztów dotychczasowego doradztwa, to czy będzie ich kusiło coś więcej niż "pieczątka"?
Ja tego nie wiem. To jeden ze scenariuszy.